|
Blog > Komentarze do wpisu
Dziennikarze i terroryściKażdy kontakt z polskimi mediami jest emocjonujący. W końcu nigdy nie wiesz czym cię dziś zaskoczy kupowana gazeta lub tygodnik. Radio TOK FM pomiędzy reklamami środka na regularność wypróżnień może Cię niespodziewanie zaatakować Adamem Hoffmanem lub Piotrem Semką śmiejącym się z własnych żartów. Można też spotkać Tomasza Terlikowskiego tłumaczącego dlaczego Nergal jest największym zagrożeniem dla polskiego narodu. Otwarcie gazety grozi spotkaniem z Węglarczykiem tłumaczącym, że Breivik został „zainspirowany” przez Al Kaidę. Na pierwszej stronie Wyborczej korespondent z Brukseli potrafi skwitować ruch „indignados” w Hiszpanii twierdząc, że hiszpańska młodzież mimowolnie może wynieść do władzy hiszpańskiego Mussoliniego. Zajrzenie do Rzeczpospolitej wymaga stalowych nerwów i grozi kalectwem.
ACH TEN RYNEKDziennikarze w walce o udziały rynkowe codziennie przekraczają ustanowione przez siebie rekordy absurdu, ignorancji i głupoty. Zapewne jest to wynik świadomej strategii opartej o badania fokusowe oraz „zaawansowane segmentacje” konsumentów mediów. Najlepsze polskie firmy badawcze muszą w swoich raportach udowadniać, że ludzie czytający prasę są idiotami, którzy są w stanie uwierzyć, że norweski terrorysta skonstruował bombę z nawozów sztucznych wzorując się na znanym „islamskim terroryście” noszącym typowo arabskie nazwisko McVeigh. Oczywiście „przeciętny czytelnik” (coś jakby „elektorat”) nie ma zielonego pojęcia o tym, że przed Al Kaidą terroryzmem się zajmowała ETA, IRA lub inne organizacje chrześcijańskich fundamentalistów. Paradoks tworzenia współczesnych mediów tworzonych według strategii „przez idiotów z myślą o idiotach” (idiot culture) świetnie wyjaśnił na krótkim przykładzie Pierre Bourdieu (podpowiedź dla dziennikarzy: to nie jest marka francuskich pralinek) w książce „O telewizji. Panowanie dziennikarstwa”. Przedstawia on strategię stosowaną przez dziennikarzy robiących z siebie „rzeczników publiczności”: dziennikarz przerywa ekspertowi lub politykowi w pół zdania tekstem „Przerywam panu, bo nie rozumiem, co Pan chciał przez to powiedzieć”. Bourdieu podsumowuje tą strategię stwierdzeniem: „Nie daje do zrozumienia, że sam jest idiotą, tylko sugeruje, że nie rozumie go typowy widz, który z definicji jest idiotą. Przerywając inteligentny wywód, robi to rzekomo w imieniu imbecyli”.
Bourdieu napisał tę książkę w połowie lat dziewięćdziesiątych (w 1996 roku), czyli jeszcze przed inwazją kontentu z portali wraz z tzw. postpolityką sprowadzającą logikę działania partii politycznych do koncernów ds. robienia wody z mózgów telewidzom. Pomimo tego dosyć trafnie zdiagnozował tragiczne skutki tworzenia mediów w oparciu o wskaźniki oglądalności oraz wyniki badań konsumenckich. W ramach tej polityki zarządy koncernów medialnych skupiają się na magicznych wskaźnikach takich jak „klikalność”, „znajomość marki” oraz różnego rodzaju statystycznego mumbo-jumbo, zapominając przy okazji, że ludzie kupują media dla treści, która będzie spełniać ich potrzeby poznawcze. Najbardziej spektakularną klęską wiary w badawcze mumbo-jumbo był poroniony projekt pt „Nowy Dzień”. Spece Agory od marketingu uwierzyli w deklaracje „grupy docelowej”, która twierdziła, że tylko marzy o tabloidzie z optymistyczną treścią. Agora wpakowała górę pieniędzy w reklamę i zatrudniła stado dziennikarzy tylko po to by po trzech miesiącach zamknąć gazetę.
DZIENNIKARZ ERY RECYKLINGUBourdieu niemiłosiernie się znęca nad samobójczą strategią mediów polegającą na uniformizacji treści i poglądów w pogoni za wyższymi wskaźnikami oglądalności i klikalności. Przy okazji krytykuje sposób myślenia, pracy i etykę zawodową dziennikarzy goniących za ilością cytowań oraz kolejną okazją do wystąpienia w innych mediach w ramach tzw. debat. Okazuje się, że w ten sposób hodowana populacja pracowników wytwarza nowy gatunek człowieka „szybko-myślącego dziennikarza”, który obraca się w świecie zamkniętego obiegu informacji pomiędzy mediami. Zjawisko to jest zresztą fascynujące, bo okazuje się, że można zostać „dziennikarzem” zajmującym się recyklingiem informacji z innych mediów. Nie trzeba czytać nudnych raportów, ekspertyz, projektów ustaw, programów partii politycznych, ani tym bardziej książek z zakresu socjologii. Wystarczy pochłaniać i przetwarzać treści wyprodukowane przez innych dziennikarzy, czyli zrobić sobie prasówkę, przejrzeć kilka portali, rzucić okiem na TVN24 i napisać kilka emocjonalnych, a najlepiej histerycznych, opartych tylko o własne uprzedzenia, zdań o tym co się zobaczyło w innych mediach. Skutki tego „szybko-myślącego” dziennikarstwa są tragiczne dla końcowego efektu ich pracy: „Kiedy każdy patrzy na drugiego, by ubiec resztę, zrobić to przed innymi lub inaczej niż inni, kończy się to robieniem przez wszystkich tego samego”.
Konkurs na najlepszy prototyp „dziennikarza ery recyklingu” w polskich mediach wygrał w tym tygodniu Grzegorz Sroczyński. Zażarty bój o palmę pierwszeństwa w wyścigu o wyprodukowanie idealnego dziennikarza ery „fast thinking” wygrał on tekstem o terroryście-samopodpalaczu. Aby lepiej zrozumieć co będą sobą reprezentować „dziennikarze ery recyklingu” trzeba oddać znowu głos Bourdieu, który charakteryzuje tę nową kategorię dziennikarzy „bardzo poszukiwanych na rynku ze względu na zdolność do naginania się bez skrupułów do oczekiwań najmniej wymagającej publiczności – a więc dziennikarzy najbardziej cynicznych, najbardziej obojętnych na wszelkie wątpliwości etyczne i tym bardziej polityczne – zmierza do narzucenia swoich „wartości”, swoich preferencji, swojego sposobu bycia i mówienia, swojego „ideału człowieczeństwa” wszystkim dziennikarzom”. Czołowym przedstawicielem tej kategorii dziennikarzy w odmianie prawicowo-katolickiej jest Tomasz Terlikowski, z którym zresztą Sroczyński przeprowadził żenujący wywiad będącym jego szczytowym osiągnięciem w polu dziennikarskim.
MĘSKA BUCERA WALCZY Z TERRORYZMEMWłaściwie tekst Sroczyńskiego o samobójcy terroryście był tak beznadziejnie słaby, że musiał interweniować Piotr Pacewicz by uświadomić młodszemu koledze, że zachowuje się jak zwykły wioskowy głupek obnoszący się z wyższością wobec człowieka znajdującego się w sytuacji, w której nikt nie chciałby się znaleźć: „W każdym akcie samobójczym - poza rozpaczą - jest ostateczne także wołanie o pomoc. Z badań tych, którzy próbę samobójczą przeżyli, wynika, że otoczenie reaguje na ten akt negatywnie. Ogromna większość niedoszłych samobójców stwierdziła, że ich wołanie o pomoc zostało odrzucone lub zignorowane, a co ósmy mówił o "reakcji pogardy". Taki wyższościowy ton - jak w tekście Sroczyńskiego - wydaje mi się okrutny.”
Niestety ma rację Pacewicz, gdy pisze o pogardzie „normalnych ludzi” w stosunku do samobójców. Samobójca jest w świecie męskocentrycznym uosobieniem wszystkich pogardzanych kobiecych cech: poczucia niższości, poczucia winy, nie radzenia sobie z życiem codziennym, słabości, braku zdecydowania, wołania innych o pomoc oraz przede wszystkim „bycia przegranym”. W świecie męskiej bucery najbardziej gardzi się jednostkami słabszymi: kobietami, biednymi, imigrantami, chorymi psychicznie, bezrobotnymi, dziećmi itd. „Prawdziwy mężczyzna” szanuje tylko jednostki znajdujące się na drabinie społecznej wyżej od siebie, silne, jednostki wobec do których opłaca mu się przymilać by coś konkretnego zyskać (np. wywiad od Terlikowskiego). Męski buc ściśle stosuje się do głównej zasady stosowania przemocy w męskim świecie tzn. „atakuj i poniżaj słabszych od siebie, a wobec silniejszych pokazuj pokorę i podporządkowanie”. Jest to typowa cecha osobowości autorytarnej – podporządkowywanie się silniejszym oraz poniżanie i niszczenie słabszych od siebie w imię uniwersalnych wartości. W całej tej niezbyt wyrafinowanej grze chodzi o podwyższanie swojego statusu i samooceny dzięki poniżaniu słabszych. Pełnię swojej męskiej autorytarnej bucery wykazał Sroczyński krytykując premiera Tuska (autorytet, samiec alfa trzymający władzę) za straszliwą zbrodnię polegającą na odwiedzeniu samobójcy w szpitalu. Sroczyński z pozycji moralnego autorytetu przemawia: „Terroryści - niezależnie jakie przesłanki nimi kierują, a bywają przecież te przesłanki szlachetne - są w demokratycznych krajach piętnowani i izolowani.” Sroczyński oczywiście zapomniał o tym, że „terroryzm” jest ściśle zdefiniowanym w kodeksie karnym ciężkim przestępstwem i podlega procedurom prawa. Osobami podejrzanymi o terroryzm zajmują się policja, służby specjalne, prokuratura i sądy. I to one mają doprowadzić skazania za umyślne przestępstwo. Ten cały bełkot o wykreowanym w umyśle Sroczyńskiego "terroryście" nie służy zresztą niczemu innemu jak tylko poniżeniu i zniszczeniu przeciwnika „ładu demokratycznego” (propaganda marca 1968 wraca w najmniej spodziewanym momencie).
W ZDROWYM CIELE ZDROWY DUCHMaciej Zaremba w „Higienistach” w bardzo ciekawy sposób pokazał do czego mogą doprowadzić strategie stosowane przez takich autorytarnych buców lub jak kto woli „prawdziwych mężczyzn”. Okazuje się, że do włączenia mechanizmów ludobójstwa wystarczy, aby ktoś posiadający władzę podzielił społeczeństwo na dwie kategorie: „pełnowartościowych obywateli” oraz zagrażących ładowi społecznemu „poślednich”, „chorych”, „upośledzonych” i „niemoralnych”. Prymitywna nagonka i stygmatyzowanie samobójcy, który odważył się dokonać manifestacji politycznej wobec samego „Pana Premiera” i „zmusić go” metodami „terrorystycznymi” do współczucia, mogłaby być świetnym wstępem do akcji oczyszczania społeczeństwa ze „szkodliwych elementów”.
Zaremba przypomina, że to demokratyczny parlament Szwecji - uchwalając ustawę eugeniczną - jednogłośnie uznał, że komisje złożone z lekarzy i higienistów rasy, mają prawo dokonywać sterylizacji „niepełnowartościowych jednostek”. W procederze masowej sterylizacji, którą dokonywano we wspaniałym i demokratycznym państwie szwedzkim, nie chodziło nawet o zbudowanie lepszej „rasy szwedzkiej”. Motywacje psychologiczne eugenistów były wyjątkowo banalne: potrzebowali oni kozłów ofiarnych (w 95% były to kobiety) po to tylko by móc utrzymać hierarchię społeczną i poprawić swoje niezbyt wysokie poczucie własnej wartości. Okaleczanie młodych kobiet, które w dobrej wierze zwracały się do lekarzy o pomoc w czasie ciąży, utwierdzało członków i członkinie komisji eugenicznych w poczuciu moralnej wyższości wobec tych „niemoralnych”, „tępych” i „chorych” jednostek.
MAŁE GRY DROBNYCH GRACZYOczywiście nie podejrzewam nieszczęsnego redaktora Sroczyńskiego o chęć budowy „czystego i silnego” społeczeństwa za pomocą takich drastycznych metod jak tortury lub okaleczanie. Cele cynicznych młodych dziennikarzy „ery recyklingu” są dużo bardziej prozaiczne: chodzi im tylko o utrzymanie dotychczasowej pozycji zawodowej (w końcu taki tekst mógłby napisać jakiś anonimowy bloger za połowę kasy), poprawienie własnego samopoczucia kosztem kozła ofiarnego poznanego w trakcie przeglądu prasy (ciekawe czy Sroczyński powiedziałby to samo samobójcy osobiście po jego wyjściu ze szpitala?) oraz osiągnięcie wysokiego wskaźnika cytowań w innych mediach. Wszystkie te cele Sroczyński osiągnął za jednym zamachem. Zresztą publicznie dał znać swojemu samozadowoleniu z dobrze wykonanej misji zadając retoryczne pytanie „Przesadziłem?": „Jeśli wszyscy są tacy wrażliwi i empatyczni, to ja mogę nie być. Nie chcę żyć w kraju, w którym samospalenie będzie jeszcze jednym barwnym elementem debaty publicznej” sobota, 01 października 2011, sergiode
Komentarze
2011/10/01 22:26:03
@niedofizyk
"Przy okazji zresztą sam przemawiasz ex cathedra i przyjmujesz ton 'moralnego wzmożenia' jeszcze większego, niż u tych, których krytykujesz." Co nigdy nie czułeś, że dziennikarze robią z Ciebie idiotę pisząc i komentując w radiu rzeczy, o których nie mają zielonego pojęcia? Ja mam ciągle takie poczucie, szczególnie, gdy komentują sondaże telefoniczne na próbie 1000. "oceny działań Tuska związanych z próbą samospalenia byłego policjanta" A jakie ma znaczenie czy Tusk odwiedził policjanta, czy go nie odwiedził. Policjant był nieprzytomny i pewnie nawet tego nie zauważył. Problemem w tej historii są przyczyny dla których facet targnął się na swoje życie oraz histeria mediów wokół tego samobójstwa. Gdyby nożem zabił żonę i 3 dzieci, to pies z kulawą nogą by tego nie komentował w "poważnej prasie". Tu jest pies pogrzebany... 2011/10/01 22:26:59
@sprzeczność 1
Ta sarkastycznie komentowana różnorodność chyba bardzo nuży i nudzi autora, tak przynajmniej zrozumiałem. 2011/10/01 22:33:51
@nameste
Różnorodność w mediach? od kiedy. czasami różnią się jedynki gazet, ale po stałych komentatorach możesz odgadnąć treść całego artykułu na podstawie pierwszego zdania. Ja strasznie tęsknię za komentarzem redakcyjnym, gdzie np. redakcja El Pais komentuje najważniejsze wydarzenie dnia np. brak strategii w sprawie bankructwa Grecji. zamiast tego można dostać Ziemkiewiczem lub Gadomskim z samego rana #czysta-przyjemność 2011/10/01 22:40:03
@"Policjant był nieprzytomny i pewnie nawet tego nie zauważył"
Ale inni zauważyli. Jeśli nie rozumiesz, to przeczytaj jeszcze raz Sroczyńskiego, bo chyba pamiętasz z tego tekstu tylko jedno słowo. @"Różnorodność w mediach? od kiedy. czasami różnią się jedynki gazet, ale po stałych komentatorach możesz odgadnąć treść całego artykułu na podstawie pierwszego zdania." Nie wiem, na ile to jest dla ciebie jasne, ale po nicku ^sergiode też można od razu spodziewać się tonu komentarza. I zapewne po wielu innych (i mnie) też można, bo - surprise! - ludzie mają określone poglądy. 2011/10/01 23:10:51
@niedofizyk:
ach jej. przecież chodzi o groźbę inwazji terrorystów-samopodpalaczy, którzy obalą rząd Tuska szybciej niż kibole cały tekst Sroczyńskiego jedzie na lęku przed zwycięstwem PiS w wyborach (to samo robi WO) oraz na pogardzie do "słabeusza" i "nie-mężczyzny". dlatego cała histeria wokół "Tusk uległ terroryście" to czysty faryzejzm i efekt cynizmu Sroczyńskiego. z czym tu dyskutować? z mityczną umową społeczną czy z powszechnym efektem naśladownictwa? 2011/10/01 23:56:11
Jak na razie dyskutujesz z zasadą równości wobec prawa, bo uważasz, że podpalaczom należy się więcej instancji odwoławczych. Przeciwko takiej tezie wystąpił Sroczyński, Ty go za to objeżdżasz.
Być może oczywiście ta zasada jest wyssana z dupy, i należy ją zastąpić czymś innym, np. zasadą emo Sergia, albo jakąś rozbudowaną nie wiem, pirokracją. Są różne ustroje na świecie. 2011/10/02 11:33:44
@niedofizyk:
"Jak na razie dyskutujesz z zasadą równości wobec prawa" Dlaczego? Uwielbiam równość wobec prawa oraz zasadę, że nikt nie ma prawa nikogo szkalować określeniami typu "terrorysta", "szantażysta", "gwałciciel", "pedofil" dopóki nie ma prawomocnego wyroku. Teoretycznie samobójca ma prawa pozwać Wyborczą do sądu za zniesławienie, ale Sroczyński doskonale wie, że tak się nie stanie, dlatego spokojnie sobie po nim jeździ. To zresztą czyste tchórzostwo. Jeśli Sroczyński jest takim twardzielem, to niech napisze tekst do Wyborczej "Roman P. gwałciciel dziewczynki przeprasza swoją ofiarę". 2011/10/02 12:24:20
Ach, więc dopatrujesz się pomówienia? Od razu powiem, że to raczej nie zadziała. Pomówienie jest wtedy, kiedy się pomawia kogoś o czyn, którego nie popełnił. Gdzie to robi Sroczyński?
Przy twojej wykładni należałoby oskarżyć o pomówienie mnóstwo innych osób, w tym czołowych emo-lewicowców rzucających oskarżeniami w stylu "every male is a rapist". 2011/10/02 12:49:20
Also, "homeopatia to oszustwo" - pomówienie, "używanie torrentów to piractwo" - pomówienie (o gwałtem przejęcie kontroli nad statkiem wodnym lub powietrznym - kodeks mówi wyraźnie)
To, co postulujesz, to odmiana tzw. katolickiego rozumienia tolerancji, dającego się streścić w słowach NIE WOLNO KRYTYKOWAĆ!!!!111 (w domyśle nas, bo jak my krytykujemy, to przecież mamy RACJĘ) 2011/10/02 14:20:50
muj borze.
napisał notkę na blogu, aktywnie posługuje się mikroblogiem, a używa pojęć i kategorii medialnych z 1993 roku. smutne. 2011/10/02 14:29:14
@radek
Ta notka też jest trochę o tym, dlaczego Twój komentarz jest bez sensu. 2011/10/02 14:35:52
@radek
No to może wyprodukuj na ten temat jakiś trzynastoslajdowego quirka, na pewno się od tego zrobi lepiej na świecie. 2011/10/02 14:38:24
naah, za długie i za trudne dla mnie.
na szczęście jest młode, ambitne, pełne dobrej energii pokolenie, które mnie zastąpi. 2011/10/02 14:41:33
@radek
"na szczęście jest młode, ambitne, pełne dobrej energii pokolenie, które mnie zastąpi." Ohnoes, kontent od gniewomirów! Jeszcze więcej ssania z brudnego palucha! 2011/10/02 14:47:48
(a wychodząc z flejma - martwi mnie, że młodzi są tak przekonani o sile kapitału i mediów, że wolą jojczeć o tym na komercyjnych serwiasch zamiast zrobić coś samemu. Kuroń jest na Was wkurwiony)
2011/10/02 14:52:21
@radek
"to autor tego bloga nie jest młody i ambitny?" Skąd u Ciebie ta nieznośna maniera ciągłego dopisywania komuś jakichś cech i intencji? "że młodzi są tak przekonani o sile kapitału" Stąd nazwa "kapitalizm". "wolą jojczeć o tym na komercyjnych serwiasch zamiast zrobić coś samemu" Przyszła kiedyś do mnie na blogaska nauczycielka nauczania początkowego ze Słupska i zaczęła pytać ile super miast zbudowałem, że mam czelność obrażać jej dziurę. "Kuroń jest na Was wkurwiony" Bo oczywiście masz doskonałe pojęcie o różnych naszych aktywnościach. 2011/10/02 14:56:12
to napisz o tej aktywności gdzieś, a nie napierdalaj bezproduktywnie na blipie
2011/10/02 15:02:23
@radek
"to napisz o tej aktywności gdzieś, a nie napierdalaj bezproduktywnie na blipie" Ja Cię nie pouczam jak masz prowadzić biznes, Ty mnie nie pouczaj, gdzie i jak mam marnować swój wolny czas. 2011/10/02 16:40:07
"martwi mnie, że młodzi są tak przekonani o sile kapitału i mediów, że wolą jojczeć o tym na komercyjnych serwiasch zamiast zrobić coś samemu"
O muj borze. Czyżbym obraził patriotyzm pracownika agory, który nie wierzy w siłę mediów i kapitału? |
|
A chwilę dalej cytujesz Bourdieu, który się znęca nad samobójczą strategią mediów polegającą na uniformizacji treści i poglądów. To w końcu chcesz czytać tylko słuszne, czy różnorodne?
Druga, nieco subtelniejsza sprzeczność jest taka, że z jednej strony potępiasz przemawianie 'ex cathedra', a z drugiej (w słowach Bourdieu) nazywasz czepiajacych się (w imieniu publiczności) dziennikarzy "robiącymi z widzów idiotów". Przy okazji zresztą sam przemawiasz ex cathedra i przyjmujesz ton 'moralnego wzmożenia' jeszcze większego, niż u tych, których krytykujesz.
Nigdzie natomiast nie odniosłeś się do korzenia flejmu, czyli oceny działań Tuska związanych z próbą samospalenia byłego policjanta. Ale zapewne w twoim systemie etycznym opartym na "empatii" i "wrażliwości" ocena konkretnych skutków działań nie jest w ogóle istotna.